

( Z pamiętnika Sylwii i Domina)
Wyjazd pierwszy 8-28 IX 2001
W obu przypadkach przejazd Szczecin - Symferopol był prawie
identyczny, więc nie będę dwa razy opisywał tego samego. Zmieniała się tylko
ekipa towarzysząca nam. Na pierwszym wyjeździe byli z nami: Irena i Fuli, którzy
po dwóch tygodniach musieli wracać do domu.
Z Symferopola wyruszyliśmy do Bachczysaraju, by zwiedzić
Pałac Chanów i skalne miasto Czufut-Kale (oba opisywane przez Mickiewicza w
"Sonetach Krymskich"). Z Czufut-Kale rozciąga się przepiękny widok na okolicę,
jest to też doskonałe miejsce na obozowisko. Po nocy spędzonej w namiocie
rozbitym nieopodal, leśnymi drogami poszliśmy w stronę drugiego w okolicy
skalnego miasta Tepe - Kerman, skąd wróciliśmy do Bachczysaraju. Złapaliśmy tam
pociąg do Sewastopola, w którym przez przypadek zapłacilibyśmy karę za jazdę bez
biletu, ale na szczęście po dosyć stanowczej próbie dyskusji skończyło się na
wykupieniu zwykłego biletu. Następnym punktem wyprawy był Sewastopol, miasto
niegdyś zamknięte dla turystów, do tej pory ważny punkt strategiczny Floty
Czarnomorskiej. Sewastopol, jako jedno z niewielu miast nosi tytuł "Gieroj
Gorod", ze względu na bohaterską obronę podczas licznych szturmów i oblężeń.
Niedaleko dworca podziwialiśmy niezwykle drobiazgową i świetnie wykonaną
Panoramę Obrony Sewastopola. Zwiedziliśmy tam także starożytne miasto Chersonez,
gdzie pół dnia wylegiwaliśmy się na plaży. Z Sewastopola pojechaliśmy w stronę
malowniczych klifów Półwyspu Fiolent, gdzie spędziliśmy dwa dni, gdyż miejsce to
okazało się istnym Rajem na Ziemi.
Dalej posuwaliśmy się na wschód w stronę Jałty,
zwiedzając po drodze śliczną cerkiewkę w Foros oraz niesamowity Pałac Woroncowa
w Ałupce, łączący architekturę wschodu i zachodu. Ałupka zrobiła na nas
niesamowite wrażenie ze względu na ogromny blisko 40-hektarowy park, w którym
znajdują się rośliny z różnych stron świata (ponad 200 gatunków).
Nieopodal Ałupki kolejką linową wjechaliśmy na szczyt Aj -
Petri, gdzie upajaliśmy się pięknymi widokami jak również upijaliśmy
zakupionym po raz pierwszy krymskim winem, które bardzo nam zasmakowało.
Kolejnym przystankiem w naszej podróży była Jałta, gdzie
zwiedziliśmy Pałac Liwandyjski, w którym odbywała się konferencja jałtańska oraz
Jaskółcze Gniazdo (maleńki pałacyk "wiszący" na urwisku nad morzem). Po
wypoczynku w największym kurorcie Krymu ruszyliśmy w góry, zdobywając Ajudah
(Górę Niedźwiedzią) oraz Czatyrdah z pięknymi krasowymi jaskiniami.
Po powrocie do
Simferopola zdecydowaliśmy się zwiedzić jeszcze Wielki Kanion, znajdujący się w
północnej części Gór Krymskich. Jest to naprawdę przepiękne miejsce, jednak
trudno w pełni cieszyć się jego urokiem, gdyż stanowi on "gwóźdź programu" wielu
wycieczek i jest tam zawsze zdecydowanie zbyt dużo ludzi. W Wielkim Kanionie
wykąpaliśmy się w lodowatej "Wannie Młodości" (woda ma ok. 4°C), czyli
niewielkim baniorze, do którego wpada mały wodospad. Kąpiel ta , jak mówi
legenda, powinna zapewnić nam wieczną młodość i zdrowie. Na Wannie kończy się
szlak turystyczny, a dalsza wędrówka jest utrudniona ze względu na strome
podejście i znaczne zwężenie zboczy, co oznacza, ze można tam w spokoju
rozkoszować się pięknem przyrody, nie spotykając co chwilę rozkrzyczanych
wycieczek. Niestety, nie starczyło nam już na to czasu.
Wyjeżdżając z Krymu czuliśmy żal, że musimy już wracać do
szarej rzeczywistości Szczecina, niedosyt, że nie zwiedziliśmy wszystkiego.
Wiedzieliśmy jednak, że jeszcze tu wrócimy. Nie trzeba było długo na to czekać,
gdyż już rok później także we wrześniu ruszyliśmy w to samo miejsce.
( to pisali Sylwia i Dominik, a Fuli tylko przekleił)



OTO ZDJĘCIA Sylwii i Dominika


Sylwia na Krymie

Tez jakby Krym